Costa Blanca: tu przyjeżdżasz po słońce, a wracasz z myślą o własnym tarasie z widokiem na morze
Costa Blanca ma w sobie coś, czego nie potrafisz wytłumaczyć znajomym, dopóki sami tu nie przyjadą. Przylatujesz na chwilę, na luzie, bez planu zobaczyć błękit, zjeść paellę, przejść się promenadą. A potem nagle zauważasz, że w wolnym czasie odpalasz ogłoszenia mieszkań, jakbyś szukał nowego serialu do obejrzenia.
Dzień zaczyna się niewinnie. Spacer po Altei, biało-niebieskie domy, cytrynowy zapach powietrza, dziadek sprzedający pomarańcze z plastikowej skrzynki, bez logo, bez marketingu, bez Instagrama. Smakują tak, że zaczynasz podejrzewać, że w Polsce sprzedają Ci inne owoce, być może z innego wszechświata.
Myślisz sobie: Tu mogłoby się żyć. Ale to tylko myśl, nic poważnego… na razie.
Idę dalej i mijam tabliczkę: “Se Vende”. Dom w stylu śródziemnomorskim, okiennice w kolorze mięty, mały taras ocieniony bugenwillą. Nie interesuje mnie to. Naprawdę. Ale mózg robi screenshot i zapisuje w folderze „Może kiedyś”.
Po południu kawa na klifie, rozmowa z właścicielem, który tłumaczy Ci, że między Polską a Benidormem wybrał „wolność”. A ta wolność tutaj często zaczyna się od kluczyków do małego apartamentu z balkonem na wschód.
I wtedy Costa Blanca zaczyna robić swoje.
Ktoś powie:
Tu naprawdę dużo Polaków kupuje.
Ktoś inny:
A widziała Pani/Pan te nowe inwestycje dwie ulice stąd?
Nic nachalnego, zero presji. Tu historie sprzedają, nie reklamy.
A potem trafiasz do La Mata, na przedmieścia Torrevieja.
Jeśli kiedykolwiek przejdziesz się główną ulicą Calle Mayor w La Mata, możesz wpaść w pułapkę, którą znają już setki ludzi. Idziesz tylko po spacer. Może po lody. Może zobaczyć wydmy. I nagle stoi przed Tobą agencja nieruchomości z polską flagą.
Wchodzisz z ciekawości. A tam hiszpanski klimat, mapy Costa Blanca, zdjęcia lokalnych mieszkań wyglądających jak folder „nowe życie”.
I wtedy słyszysz:
Dzień dobry, Adam Hejducki , W czym mogę pomóc?
Adam pracuje tu od 10 lat, siedzi po uszy w hiszpańskich nieruchomościach i wie dokładnie, gdzie w La Mata zaczyna się dobra inwestycja, a gdzie kończy legenda. Zna ulice, zna ludzi, zna różnice między porannym a popołudniowym światłem na tarasach. I potrafi opowiedzieć to tak, że nawet nie wiesz, kiedy zaczynasz planować kolejny dzień… z wizytą w jednej z lokalnych nieruchomości.
Mówi Ci, dlaczego La Mata to jedno z ostatnich miejsc na Costa Blanca, gdzie wciąż czuć autentyczną atmosferę nadmorskiego miasteczka, a jednocześnie da się znaleźć sensowne ceny i świetne okazje inwestycyjne. Miejsce najzdrowszego klimatu w Europie. I nagle wszystkie te „tylko się przejdę” zmieniają się w „może zobaczę ten jeden apartament, tak dla sportu”.
I tak Costa Blanca robi swoje
Wracasz o zmierzchu, patrzysz na niebo, które wygląda jak filtr, którego Instagram jeszcze nie wymyślił. I łapiesz się na myśli:
Może to nie jest miejsce na wakacje.
Może to jest miejsce na nowy rozdział.
A wszystko zaczęło się od zwykłego spaceru…
i jednej agencji na Calle Mayor, która mówi po polsku.
